środa, 24 lutego 2016

na spotan, nie ma miejsca?

Wchodząc w wir obowiązków, życie może potoczyć się różnie. I słowo potoczyć nie jest tu użyte przez przypadek, bowiem często nie mamy wpływu na trajektorię tego, co zaczęło się właśnie dziać. Możemy również popaść w monotonie, która chronić nas może szczelnie przed alternatywnym planem.

Z wiekiem tracę w sobie cząstkę dziecka. To dobrze bo przecież muszę być odpowiedzialny, myśleć o przyszłość i pracować na emeryturę. Jednak gdzieś w tym wszystkim popadam w życiowy marazm, który objawia się brakiem spontaniczności. Zanim podejmę jakąś decyzje głowię się nad jej wadami i zaletami. Kilka lat wstecz brał bym szansę na zbudowanie związku w ciemno. Dziś, nic nie jest już czarno białe. Paleta barw urosła do tego stopnia, że nie ogarniam wszystkich kolorów.  


Ostatnio miałem okazję znów poczuć się jak kiedyś. Spontanicznie powygłupiać się, pożartować. To wszystko zasługa osób, z którymi spędzałem poprzedni tydzień. Uświadomiłem sobie, jak nie wiele potrzeba by znów uwolnić skrywaną spontaniczność. Może dorosłość to nie musi być sztywny kierat, w którym na spontan nie ma miejsca?



czwartek, 11 lutego 2016

Gorąco gdy pada śnieg


Beztroskie ganianie za piłką powinno przecież trwać wiecznie. Czasy liceum powinny snuć się leniwie w czasie aż do momentu gdy dorosnę, na tyle by opuścić mury szkoły. Wszystkie sprawy powinny uznać moją hegemonię i powinny być zależne tylko od mojej woli.

Niszczę te bańkę ułudy. Wchodzę w świat pewnych zobowiązań, które dają mi miano dorosłego. I jest to przecież zwykły banał, bowiem każde pokolenie, każdy człowiek prędzej czy później w takiej sytuacji się znajduję. Ale czy każdy sobie radzi? Tu jednoznacznej odpowiedzi może towarzyszyć grymas na twarzy, nie do ukrycia.  


Refleksje do napisania tego posta dał m fakt, iż pierwszy raz nie będę miał czasu określanego mianem ferii. Inaczej jak w poprzednim poście tu na pierwszy plan wyłaniają się plusy. Co może być lepszego by powstrzymać natłok męczących myśli niż praca? A no właśnie. Najbliższe dni to będzie dla mnie okres gorący mimo niż do Polski znów zawita śnieg. Taki paradoks drogi czytelniku, że pewne rzeczy przychodzą do nas wtedy, gdy najbardziej się ich nie spodziewamy. I tylko myśl, że mogę wszystkiego nie ogarnąć na czas sprawia, że na moment zastygam. Gdzieś wewnątrz siebie toczę walkę już na starcie by nie poddać się tej myśli. Wizja, gdy melduje posłusznie wykonania zadania jest tajemnicza jak księga w Imieniu Róży Umberta Eco.

Nicnaniby. 



niedziela, 7 lutego 2016

Dół vs. góra

Dzień na kacu, mój organizm nie przyjmuję żadnych posiłków. Czasem potrzebny jest detoks. Za to mój mózg przyjmuje zbyt dużo bodźców. Światło słoneczne, które nie raz potrafiło ustawić mi korzystnie dzień, powoduje awersję. Notatki niedbale leżą w zasięgu mojego wzroku, kiedy już uda mi się wziąć je w dłonie, to jest to tylko pyrrusowe zwycięstwo. Dziś nic mi nie wchodzi do głowy, to znaczy co ja piszę, wchodzi! Za dużo wspomnień, które rozpraszają mgłę mojej inercji. 

I w takich chwilach nie myślę o tym czy ludzie są z natury źli czy dobrzy. Patrzę na to niesztampowo, myślę czy ludzie są z natury smutni czy weseli. Spoczywam na fotelu i czuję jak wszystkie złe doświadczenia są we mnie i ciążą zgodnie z siłą grawitacji - ku dołowi. Doły, stale słyszę, że ktoś ma doła ale czy jest to tożsame z tym, że ta osoba jest ciągle smutna? Jasne, że nie. Co nie zmienia faktu, że życie to ciąg zdarzeń, w których te dobre musimy uwieczniać na zdjęciach bo jest ich stosunkowo mało względem szarości i ciemności zwykłych dni. Przecież nawet śmiech w miejscu publicznym, taki spontaniczny, taki ad hoc to może być już aberracja (sic!).

Doceniam wszystko co mi się w życiu przytrafiło, każdą iskrę, która przerodziła się w ogień, który rozpalał me serce. Co raz bardziej cenię wartości takie jak rodzina, dom, miłość. A z drugiej strony coś sprawia, że tak często podzielam losu Ikara. Nie wiele potrzeba bym spadł podczas pozornie pięknego lotu. O tak, loty ostatnio mam niebanalne szkoda, że ich kierunek to - przeszłość. Nie wiesz co to? To taka przestrzeń, w której zostawiłem swojego farta i nie mogę go stamtąd wydobyć. 

Też tak macie, że im więcej lat na karku tym częściej się wzruszacie? Ja bynajmniej tak mam. To chyba punkt dla smutku w rozrachunku smutek vs radość. Radość przyjdzie z wiosną, co nie?


nicnaniby. 

Punkt

Apetyt rośnie w miarę jedzenia czyż nie? Oczywiście nie chodzi mi o kwestie gastronomiczne. Myślę, że każdy chociaż raz czuł to nieodpartą chęć czerpania czegoś stale więcej, mimo iż już sporo posiadał.  

Znajduję się obecnie w trochę dziwny puncie swojego życia i świetnie tu pasuje słowo punkt. Ponieważ oddaje ono moją stagnację, która objawia się na wielu płaszczyznach. I nie mam zamiaru teraz wylewać tu wszystkich żalów i trosk. Po prostu nie ma się czym chwalić. Mam wiele rzeczy i patrząc z perspektywy "spójrz na innych" nie wypadam najgorzej. Ale co mi po tych wszystkich rzeczach materialnych, po pieniądzach czy nawet po wolnym czasie? Nic, skoro nie masz z kim dzielić rzeczy materialnych, sprawiać przyjemność prezentami i spędzać miło czas we dwoje.

I tak w niedzielne popołudnie przychodzi refleksja, która jest światełkiem w tunelu. Założenie rodziny staje się ważnym celem i nie cieszą mnie już melanże i inne głupie rzeczy, którymi zapycham czas. W pędzie za tym by mieć coraz więcej i by było mi dobrze choć przez chwilę zapominam o tym, że obok są ludzie, którzy są jak diamenty. Dbając o relacje można mieć skarb, który jest nie do wyceny. Czasem dojdę do mądrych wniosków zastanawiając się nad sobą, ale i tak siedzę na dupie i nic nie robię z tym, nie bądź jak ja! Nie wpadając w zbędny patos skończę ten wywód jednym z moich tekstów, z kawałka jeszcze nie opublikowanego. 


"kiedy nostalgia mnie dopada i mówi mi nieudaczniku
przychodzi też refleksja co z bija z pantałyku
że na ramionach gigantów przebywam kręte ścieżki
nie miałbym nic gdyby tylko ode mnie odeszli"

nicnaniby. 

czwartek, 4 lutego 2016

Meandry



Rozstania okraszone mosiężnymi deklaracjami braku możliwości powrotu, mogą boleć. Boli jak cholera gdy nie powtarza się, to co sprawiało radość czy dawało choć gram satysfakcji. Rozstania nie są mi obce, ale przecież nie wszystko zostawiłem chyba jeszcze. Wszędobylska chęć działania czy tworzenia ustępuje szarości dnia codziennego i chce tylko spazmatycznie łapać prześwity względnego spokoju wewnętrznego. Tak zdobyte reminiscencje łapać w klatkę, by potem z podziwem na nie patrzeć. Ale od początku...

Zaangażowany trochę w kółko teatralne, zafascynowany kabaretem, ze zdjęć i filmów z dzieciństwa bardzo grzeczny chłopiec. Taki byłem w oczach innych w młodości, sam siebie w czasach liceum zacząłem pojmować jako szeroko pojętą duszę humanistyczną. Pusty frazes pewnie właśnie sobie pomyślałeś, ale dla młodego człowieka życie jest jeszcze binarne (zero jedynkowe) po jakiejś stronie musisz się umieścić. 

Ze swoją wrażliwością kryłem się, nie pomagała mi on w przypadku pierwszych rozczarowań miłosnych, śmierci bliskich osób. Ostatnimi czasy nawet buntowałem się przeciw niej, myślałem jak to ludzie wokół mnie mają lepiej, nie wczuwając się tak jak ja. I chyba sam się już tak nie wczuwam, patrzę z boku na ludzi, którzy przewijają się w moim życiu. Bo jaki jest sens starań o utrzymanie relacji gdy ktoś Cie permanentnie olewa. Zaczynasz wtedy szukać defektu u siebie, potem dochodzisz do wniosku, że ta swego rodzaju banicja, może też jest po coś. Wtedy widzę, że jak satelity krążą wokół mnie maski, które mogę zakładać a potem wyrzucać je w kosmos. Tak, cały kosmos wydarzeń to sprawił, że siedzę w pustym pokoju i wklepuję litery w laptopa, zamiast chęci konwersacji. Chyba już czas bym uporał się z przeszłością i pojął trywialną rzecz. Nigdy nie będę już, tym kim byłem kiedyś ale nie mogę stracić szansy by być kiedyś kimś

Nicnaniby.