poniedziałek, 14 marca 2016

Raport z badania


W miniony weekend miałem okazję w Słupsku prowadzić wywiady kwestionariuszowe, dotyczące między innymi stosunku mieszkańców do uchodźców. Jako doświadczony ankieter nie miałem problemu z chodzeniem między ulicami i "wdzieraniem" się do mieszkań potencjalnych respondentów. Częste odmowy to pewien standard jednak powodował u mnie chwile zwątpienia. Nie da się chyba do końca zdystansować do tego, co mówią ci ludzie, którzy nie chcą z tobą rozmawiać. Gdzieś zawsze zostaje to niemiłe uczucie, sztuka tylko by nie przekładać zebranych w sobie negatywnych emocji na innych. Stawać z uśmiechem na twarzy w drzwiach i zachęcać do wywiadu, jakby to mogło zmienić ludzkie życie o 180 stopni w właściwym kierunku. 

No niestety tak nie jest. Mam na tyle empatii, że nie mam zbytnio pretensji do ludzi odmawiających. Ktoś może pomyśleć teraz, że męczyłem ludzi, burząc im pięknie zapowiadający się weekend. Nic bardziej mylnego. Dostrzegłem, że było mi dane pełnić swego rodzaju funkcję terapeutyczną. Rozmowa z osobami w wieku emerytalnym czy osobami bezrobotnymi, była dla nich chwilą gdy dawałem im tak pożądaną przez nich - chwilę uwagi. Każde ich słowo było ważne, nie było głupich czy mądrych opinii. Mogli dowolnie brylować czy zgadają się ze stwierdzeniem w skali 1-5 na 4 czy może na 5. Często wyrażali też swoją opinię na temat tego co sądzą o tym co dzieje się w Polsce. Mimo tego, że czasem mówili coś z perspektywy mojego światopoglądu sprzecznego, to mogli liczyć na moje wysłuchanie. Postawa neutralności wpisana w fach. 

Na koniec nieco humorystyczny apel.

Szanuj ankietera, Ty też kiedyś zaczynałeś od zera! :)



czwartek, 10 marca 2016

bańka prysła

Poniedziałek wieczór, jeden z klubów na starówce w Toruniu. Spotykam znajomą, która studiuje to samo co ja, tylko jest na 2 roku. Nie znamy się jakoś bardzo dobrze, a ona w pewnym momencie rzuca w moim kierunku pytania:

- to Ty palisz???
- to Ty bluźnisz???

I bańka mojego dobrego wizerunku prysnęła szybciej niż zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć na pytania. Tak, palę (okazyjnie), bluźnię, robię wiele rzeczy, które Wy także robicie moi drodzy czytelnicy. Po tym wydarzeniu mam mało odkrywcze refleksje. W sumie to cieszę się, że ktoś mógł o mnie pomyśleć w kategoriach porządnego człowieka. Socjologia podpowiada, że każdy z nas swoje zachowanie dostosowuje do sytuacji i do osób z jakim się znajduję. Tak więc inaczej zachowuje się na uczelni a inaczej w klubie. 

Staram się być mądry i tworzę może sztuczny obraz siebie jako osoby inteligentnej. Bo przecież tak często wątpię, brakuje mi wiedzy na jakiś temat, robię głupie rzeczy, których się potem wstydzę. Bardziej określiłbym się jak Bisz (https://www.youtube.com/watch?v=WvMFgmTiJQw) jako głupio-mądry. Każdego dnia toczę walkę, by być bardziej mądry niż głupi. Chyba całe życie to walka... ale o tym w następnym poście. 

środa, 24 lutego 2016

na spotan, nie ma miejsca?

Wchodząc w wir obowiązków, życie może potoczyć się różnie. I słowo potoczyć nie jest tu użyte przez przypadek, bowiem często nie mamy wpływu na trajektorię tego, co zaczęło się właśnie dziać. Możemy również popaść w monotonie, która chronić nas może szczelnie przed alternatywnym planem.

Z wiekiem tracę w sobie cząstkę dziecka. To dobrze bo przecież muszę być odpowiedzialny, myśleć o przyszłość i pracować na emeryturę. Jednak gdzieś w tym wszystkim popadam w życiowy marazm, który objawia się brakiem spontaniczności. Zanim podejmę jakąś decyzje głowię się nad jej wadami i zaletami. Kilka lat wstecz brał bym szansę na zbudowanie związku w ciemno. Dziś, nic nie jest już czarno białe. Paleta barw urosła do tego stopnia, że nie ogarniam wszystkich kolorów.  


Ostatnio miałem okazję znów poczuć się jak kiedyś. Spontanicznie powygłupiać się, pożartować. To wszystko zasługa osób, z którymi spędzałem poprzedni tydzień. Uświadomiłem sobie, jak nie wiele potrzeba by znów uwolnić skrywaną spontaniczność. Może dorosłość to nie musi być sztywny kierat, w którym na spontan nie ma miejsca?



czwartek, 11 lutego 2016

Gorąco gdy pada śnieg


Beztroskie ganianie za piłką powinno przecież trwać wiecznie. Czasy liceum powinny snuć się leniwie w czasie aż do momentu gdy dorosnę, na tyle by opuścić mury szkoły. Wszystkie sprawy powinny uznać moją hegemonię i powinny być zależne tylko od mojej woli.

Niszczę te bańkę ułudy. Wchodzę w świat pewnych zobowiązań, które dają mi miano dorosłego. I jest to przecież zwykły banał, bowiem każde pokolenie, każdy człowiek prędzej czy później w takiej sytuacji się znajduję. Ale czy każdy sobie radzi? Tu jednoznacznej odpowiedzi może towarzyszyć grymas na twarzy, nie do ukrycia.  


Refleksje do napisania tego posta dał m fakt, iż pierwszy raz nie będę miał czasu określanego mianem ferii. Inaczej jak w poprzednim poście tu na pierwszy plan wyłaniają się plusy. Co może być lepszego by powstrzymać natłok męczących myśli niż praca? A no właśnie. Najbliższe dni to będzie dla mnie okres gorący mimo niż do Polski znów zawita śnieg. Taki paradoks drogi czytelniku, że pewne rzeczy przychodzą do nas wtedy, gdy najbardziej się ich nie spodziewamy. I tylko myśl, że mogę wszystkiego nie ogarnąć na czas sprawia, że na moment zastygam. Gdzieś wewnątrz siebie toczę walkę już na starcie by nie poddać się tej myśli. Wizja, gdy melduje posłusznie wykonania zadania jest tajemnicza jak księga w Imieniu Róży Umberta Eco.

Nicnaniby.